poniedziałek, 30 marca 2015

Szary dywan na szary dzień

Marzyłam o nim od dawna, na długo przed przeprowadzką. Jego pierwszym planowanym przeznaczeniem miała być kuchnia. Miał być prostokątny, pasiasty, o taki, jak w tym poście. Wizja chwilowo się zmieniła i wydziergałam okrągły dywan o średnicy prawie półtora metra. Kilometr bawełnianego sznurka zdobi teraz podłogę w naszym salonie.
Jutro może powędrować do sypialni, potem na korytarz. Wszędzie mu dobrze... :)






Wybaczcie jakość, pogoda zdecydowanie nie sprzyja sesjom zdjęciowym, co widać za oknem.
Zauważyliście obrus w koła? Kiedy zobaczyłam go w Pepco, od razu wiedziałam, że muszę go wziąć.
Zobaczcie, jak się dopasował do tego plakatu. Na jednym z portali upolowałam też te cudowne krzesła.
Już niedługo zmienią barwę, wypatrujcie relacji z renowacji...

Przypadkiem udało mi się uchwycić taki obrazek. To dowód, że nie tylko ja lubię nasz nowy nabytek :)
Laufer kryje się w ten sposób pod wszelkimi tekstyliami, nie ma znaczenia, czy to pled, narzuta, czy dywan.
Potrafi się schować nawet pod obrusem... A poniżej najlepsza zabawa na świecie, łapanie czerwonego światełka. Jeśli macie koty, koniecznie wypróbujcie zabawę laserem :)




Możliwe, że następny chodnik będzie prostokątny w szaro-białe pasy. Możliwe też, że w międzyczasie urodzi się jeszcze kilka innych pomysłów. Mam jednak wrażenie, że odniosłam pewnego rodzaju sukces. Bałam się tej robótki strasznie. Byłam przekonana, że będę splatać ten dywan tygodniami, a nawet miesiącami. Tymczasem, ku memu wielkiemu zdziwieniu wystarczył tydzień po godzinie lub dwie dziennie. No naprawdę, nie spodziewałam się :)

Przypominam, że do ogłoszenia wyników CANDY został tylko tydzień. Łapcie więc okazję :)

Ola

PS. Dywan nie powstał z mojej wyobraźni. W internecie sporo podobnych znajdzienie, inspirowałam się :)

sobota, 21 marca 2015

Malina & Mięta - idealny duet na wiosnę

Pada śnieg!

Nie tak miałam zaczynać post pierwszego dnia wiosny, no nie tak!
To już powoli staje się normą, że pory roku nam się mieszają...

Ale cóż, kiedy aura nie sprzyja, trzeba życiu trochę pomóc i oszukać zmysły.
Można na przykład otoczyć się pozytywnymi, dość ładnymi przedmiotami w kolorze wiosny.
Pomysł na kosze rodził się stopniowo, pierwszy był ten z maliną, potem dołączyła do niego mięta.
Prawda, że dobrze im razem? :)

Swoje miejsce, przynajmniej na razie, znalazły w czarno-białej łazience.
Tak już mam, że najchętniej wszystkie nietwarzowe i niefotogeniczne przedmioty pochowałabym do szafek.
I tak zrobiłam, na widoku nie mam żadnych zbędnych gadżetów. Dla wygody jednak postanowiłam dosłownie kilka rzeczy pozostawić na blacie, a dla spokoju mojego ducha i ku zaspokojeniu potrzeby estetyki,
stworzyłam im całkiem sympatyczne mieszkanko. Zobaczcie tylko...
Zdjęcia zrobione kilka dni temu, kiedy jeszcze świeciło słońce :)




Warto zauważyć, że nie tylko w łazience im dobrze. Bardzo możliwe więc, że kiedyś zmienią otoczenie.
W tej chwili planuję jednak jeszcze jeden dodatek łazienkowy w tych samych kolorach.
Jakoś tak czuję, że będzie pięknie. 
Przy okazji Laufer załapał się na fotkę... 





Ostatnim zdjęciem życzę Wam udanego sobotniego wieczoru i pięknej niedzieli!
Serdecznie zapraszam Was też na wiosenne CANDY.

Ola

poniedziałek, 16 marca 2015

Czas na... niespodziankę!

Lubię kolorowe szkło. Mam ogromną nadzieję, że Wy również? Ostatnio pojawiło się u mnie kilka szklanych wazoników, małych, idealnych na delikatnego kwiatka. Jest też i duży wazon przypominający błękitną butelkę, czeka na wielkanocne bazie, chyba już na nie czas, prawda... ??

Wiosna zbliża się wielkimi krokami!
Z tej właśnie okazji (a może bez okazji?) przygotowałam dla Was małą niespodziankę.


 Jeśli macie ochotę na:

1. Szklany wazonik i komplet sześciu błękitno-beżowych podstawek pod kubki  
2. Szklany wazonik i średniej wielkości podkładkę z bawełnianego sznurka w kolorze mięty,

to zapraszam do zabawy :)


Wystarczy, że:
- zgłosicie chęć zabawy w komentarzu pod postem
- będzie mi miło, jeśli udostępnicie powyższy baner na swoich blogach oraz zdecydujecie się na obserwowanie Szydłostycznie.
- osoby, zgłaszające się anonimowo, proszę o podanie swojego adresu e-mail.

Bawimy się do 6 kwietnia. Po tym terminie wylosuję po jednym szczęśliwcu tu i na Facebooku. Każda z tych osób otrzyma jeden z zestawów.
Zgłaszając się na obu witrynach, podwajasz swoje szanse na wygraną :)
Zapraszam więc również na FB!







To jak? Bawicie się?

Życzę powodzenia,
Ola

poniedziałek, 9 marca 2015

Co na taras?

Wczoraj zawitała u nas wiosna! Było przepięknie! Wyszliśmy na dłuuuugi spacer, zwiedziliśmy okolice. 
Przy okazji tej pięknej pogody uświadomiłam sobie, że czas zacząć zastanawiać się nad urządzeniem tarasu.
Jeśli chodzi o mieszkanie, to wizję na jego urządzenie mam od dawna. Trochę ona ewoluuje, 
pojawiają się nowe pomysły, z czegoś rezygnujemy w miarę przebywania w naszych kątach. 
Niestety, nadal jesteśmy daleko w polu, jeśli chodzi o efekt końcowy. Ale wizja jest...

W przypadku tarasu sprawa ma się zupełnie inaczej. Kiedy szukaliśmy mieszkania, cały czas podświadomie wiedzieliśmy, że musi być ogród, albo chociaż taras, a może chociażby niemały balkon. 
W poprzednim mieszkaniu nie mieliśmy go wcale, więc stęskniliśmy się za taką opcją bardzo! 
Wybraliśmy więc mieszkanie na parterze, w momencie ostatecznej decyzji kierowaliśmy się raczej metrażem
i funkcjonalnością naszego M, o tarasie trochę zapomnieliśmy. Jego rozmiary i możliwości uświadomiliśmy sobie chyba dopiero w momencie przeprowadzki i przy okazji odwiedzin znajomych. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z tego metrażu. Do zagospodarowania mamy jakieś 105 m.kw! Tak, nie pomyliłam się :) 105...

Właściwie, jeszcze nie wiemy, jak ten nasz taras będzie wyglądał. Nie do końca mamy pomysł, jak wykorzystać tę przestrzeń. W tej chwili cały jest wyłożony płytkami. W przyszłości chcielibyśmy część wypoczynkową pokryć drewnem. Niestety, nie możemy sobie pozwolić na totalną prywatność. 
Jesteśmy na widoku sąsiadów i nie bardzo możemy się osłonić. 
Myślę, że mimo to, będziemy tu spędzać naprawdę przyjemne chwile.

Rozpisałam się, a miałam Wam pokazać, jakie inspiracje wyszperałam na Pinterest. Niestety, zakup drogich mebli ogrodowych na tę chwilę nie wchodzi w grę. Myślimy raczej o stworzeniu przyjemnego kąta, gdzie będzie można wypić poranną kawę lub wieczorną lampkę wina w towarzystwie przyjaciół. Marzy nam się wygodna kanapa, 
ale na razie zastąpimy ją zrobioną własnymi rękami z palet przemysłowych. 
Siedzenia okryjemy poduszkami i kolorowym pledem i będzie pięknie.
Do tego eco-stolik, na przykład z drewnianych skrzynek lub szpuli po kablach. 
Zobaczcie, co mam na myśli...









W przyszłości pomyślimy też o wiszącym fotelu, już teraz myślami zalegam w nim z książką w ręku :)



Nie może też zabraknąć roślin w donicach. Liczę na to, że uda mi się utrzymać je przy życiu, 
bo niestety ręki do kwiatów nie mam... Ale będę dzielnie próbować.









Zarówno mnie, jak i J. od dawna marzy się przydomowy ogródek warzywny. Chcielibyśmy wyhodować sobie własny szczypiorek, rzodkiewkę, czy po prostu zioła. Zobaczymy, co nam z tego wyjdzie :) Chyba czas już się za to zabrać, prawda? Czy to już odpowiedni moment na sianie warzyw?




Ach... to będzie ciężka praca, ale potem jaka przyjemność... :)
Wpadniecie na kawę lub lemoniadę?

Ola